Filipiny – motorem przez raj

wpis w: Relacja | 0

Filipiny są miejscem, które niezmiernie rzadko jest odwiedzane przez Polskich turystów. Z całą pewnością z powodu odległości. By dolecieć z Polski trzeba poświęcić dużo czasu, pieniędzy i… czasu 🙂

Ale wracając do rajskich klimatów. Filipiny to niesamowite miejscem. Posiada niezwykłe bogactwo wysp, z których każda jest troszkę inna. Ostrzegam, że będę słodzić Filipinom, ponieważ na ten moment (kiedy to piszę) było to najlepsze, moim zdaniem, miejsce do chilloutu w jakim byłam. Spójrzmy prawdzie w oczy – na wakacje jedziemy odpoczywać, oderwać się od codziennych trosk i widoku tej samej drogi do pracy i twarzy współpracowników znienawidzonych przez lata przebywania wspólnie.

Z powodu, że Filipiny posiadają 7107 wysp (ale to możecie wyczytać z Wikipedii) nie opiszemy całego kraju. Zajęło by mi to kilka lat, ale przynajmniej mamy tam do czego wracać – nieodkrytych lądów jest wiele.

alona-beach-middle-filipiny--motorem-przez-raj

Gdy już zdecydujesz się pojechać na Filipiny od razu możesz wykreślić z listy rzeczy do zobaczenia stolicę – Manilę. Miasto jest brudne, biedne i niebezpieczne. W przeciwieństwie do całego kraju, gdzie człowiek nie czuje się zagrożony. To właśnie tam (chyba jest to jedyne takie miejsce na ziemi) możesz zobaczyć, że ludzie całymi rodzinami mieszkają w kryptach na cmentarzu, bo nie mają pieniędzy na inne miejsce do życia.

Obierając kierunek zastanów się, które części są turystyczne i… tam właśnie pojedźcie. Nie daj się zwieźć psychopatom, którzy będą Ci wmawiać, że trzeba pojechać w całkowity interior, gdzie nie ma żadnej restauracji, nocować będziesz w szałasie w dżungli, a załatwiać się do dziury. Jeśli szukasz czegoś takiego, to zmień bloga.
Tam gdzie jest turystyka, jest odpowiednia sieć dróg, hotele, jedzenie, ludzie mówią po angielsku i są ciekawe miejsca do zobaczenia. Docenisz to, gdy po całym aktywnym dniu będziesz mógł wykąpać się pod bieżącą wodą, napić się zimnego piwka z widokiem na morze, a po wszystkim położysz się do czystego łóżka.

cebu-form-plane-filipiny--motorem-przez-raj

Jadąc na Filipiny wybraliśmy maleńką wyspę Panglao połączoną mostem z wyspą Bohol. Dostanie się na wyspę, gdzie nie ma lotniska jest nie lada wyzwaniem. Najbliższe większe lotnisko jest na Cebu. Z lotniska weź taksówkę, jeszcze długa droga przed Tobą, a taksówki są w przyzwoitych cenach. Poproś o transport na prom, my płynęliśmy z Oceanjet Ferry Terminal. W porcie nie bój się pytać, wszyscy są bardzo pomocni, pełno porozstawianych ludzi, którzy pokazują drogę i odpowiadają na pytania – większość z nich przynajmniej lekko mówi po angielsku, z resztą dogadasz się na migi. Dla nas specjalnie wstrzymali statek, byśmy zdążyli do niego wsiąść. Cena promu, to około 800 PHP, czyli jakieś 70 zł. (link do jednego z przewoźników: www.supercat.com.ph/Fares/fares.asp i strona poświęcona w ogóle promom w tamtym kierunku http://bohollifetours.com/getting-to-tagbilaran-bohol.html/).

Promy tam są niesamowite, coś jak u nas samolot – każdy ma swoje miejsce, są filmy, by się nie nudzić, dostajesz wodę na drogę i za jakieś grosze (około 3,5 zł) możesz kupić sobie zimne piwko.

Po dopłynięciu na Bohol już jest trudniej, trzeba znaleźć transport – dogadać się z tubylcem i NEGOCJOWAĆ. Jeśli po przybyciu na wyspy czujesz, że wszyscy chcą Cię naciągnąć, to dobrze czujesz. Jednak nie ma się co obrażać, trzeba negocjować. Nikt na Ciebie nie napluje, jeśli za bardzo przyżydzisz, to po prostu odmówią usługi. My na Panglao jechaliśmy motorem, z dwiema walizkami i kierowcą. Nadal nie wierzę, że to się udało.

from-bohol-to-panglao-filipiny--motorem-przez-raj

Jak wyglądają plaże na Filipinach? Nas po wielogodzinnej podróży przywitał taki widok:

alona-beach-sunset-filipiny--motorem-przez-raj alona-beach-filipiny--motorem-przez-raj

Zatrzymaliśmy się w Hotelu Alona Tropical Beach Resort (http://www.alonatropicalbeachresort.com/) i było to miejsce niezwykłe. Mimo, iż w pewnym momencie rozważaliśmy zmianę miejscówki, to nie udało nam się przebić tego hotelu. Nocleg za dwie osoby oscyluje wokoło 300 zł/doba. Opcja bez śniadania, jest tyle fajnych knajpek, które oferują tanie i dobre śniadania, że nie ma to sensu. A w knajpkach na samej plaży możecie zjeść np. coś takiego:

squid-alona-beach-filipiny--motorem-przez-raj

Może zacznę od tego, dlaczego ten hotel był strzałem w 10. Albo nie, pokażę:

alona-beach-tropical-resort-filipiny--motorem-przez-raj alona-beach-tropical-resort-3-filipiny--motorem-przez-raj

alona-beach-tropical-resort-2-filipiny--motorem-przez-raj

Tak, hotel jest nad samą plażą, nadal mam ciarki kiedy o tym pomyślę. Kolejnym plusem hotelu był basen. W kształcie podkowy, co sprawiało, że miał porządną długość. A co istotne, głębokość. W jednym miejscu sięgał 3 metrów. Świetna sprawa dla ludzi, którzy chcieliby nurkować, a tak jak mi, tyłek zawsze unosi im się nad wodą. Tu można spokojnie poćwiczyć, a nawet umówić się z instruktorem. Jest to też miejsce chyba najchłodniejsze na wyspie – obsadzone drzewami dawało spory cień (to jest istotne w miejscu, gdzie temperatura nie spada poniżej 30 stopni). Najsłabszym elementem pokoju był… sam pokój: wilgotny i ciemny, i ta klapa od sedesu, która ciągle spadała na plecy, jakby chciała popędzić „no zejdź już ze mnie…” Jednak cała podstawa była: codzienne sprzątanie, świeże ręczniki. Mieli też całkiem dobrą restaurację, w której można było zjeść przy dźwiękach muzyki na żywo.

Wokoło było sporo hoteli: starych i takich, które się dopiero wznosiły. Niestety żaden z nich nie miał w miarę dobrego standardu, własnej plaży i bezpośredniego dostępu do morza. Gdybym chciała hotel bez morza, to bym pewnie pojechała na mazury… :).

Co może zaskoczyć, to niezwykle tani masaż. Mnie masowała pewna ładna filipinka za 30 zł/h. Gdyby to było głaskanie po tyłku, to pewnie byłoby warte 30 zyla, ale ona robiła to bardzo porządnie. Tak, to jest rzecz, którą warto zaliczyć (cena masażu w głębi wyspy, to około 10 zł).

Wiele Niemców, Brytyjczyków, Australijczyków i innych starych dziadów z młodymi filipinkami. No cóż, jeśli jesteś starym oblechem, który chciałby wyrwać młodą laskę (a filipinki są ładne), to jest to również miejsce dla Ciebie. Nie oceniamy :).

No dobra, to teraz opiszemy kilka najważniejszych atrakcji, którymi możecie zabijać czas między plażingiem, a pływingiem. Jeśli chcesz się przemieszczać po Azji, to najlepiej rób to na motorze. Już na zawsze Filipiny będą mi się kojarzyć z różowym motorem. Bez problemu znajdziesz miejsce, w którym można je wypożyczyć. Tu można zobaczyć jak bardzo ufni są ludzie gorących klimatów: dokument tożsamości? Po co, wystarczy deklaracja, że oddasz motor w terminie. Oczywiście negocjuj, my płaciliśmy w sumie jakieś 30 zł/dzień od motoru, a frajda niesamowita. My jeździliśmy jednym motorem, dopóki nie zorientowałam się, że to nie jest trudne, później jeździliśmy już dwoma.

tarsier-sanctuary-filipiny--motorem-przez-raj

Jedno z miejsc jakie warto zobaczyć, a raczej zwierząt, które warto zobaczyć jest tarsier – najmniejsza małpka świata. Można je znaleźć na Boholu w specjalnych rezerwatach. My byliśmy w Philippine Tarsier Sanctuary.

mapka-tarsier-filipiny--motorem-przez-raj

Mają tam dosłownie 5 małpek, które są gdzieś wielkości dłoni. Po przyjeździe na miejsce trzeba zapłacić wstęp (50 PHP, czyli około 5 zł), następnie sympatyczna pani oprowadziła nas po mini lasku, gdzie pokazała nam 4 egzemplarze. Fajna wycieczka (oczywiście motorami).

tarsier-filipiny--motorem-przez-raj

My mieliśmy piękną plażę pod samym hotelem, ale co to za podróżnik, co nie odciśnie pośladków na każdej możliwej plaży? Uważamy, że ważne jest poznanie „tubylców”, jeśli chciałabym zabunkrować się w hotelu, to pojechałabym na all inclusive i sprawdzała, czy dla wszystkich gości jest odpowiednia liczba leżaczków, czy trzeba wstać wcześniej, by sobie jakiś zająć.
Wybraliśmy się na plażę miejską: przeznaczoną przede wszystkim dla mieszkańców wyspy. Wstęp na plażę był płatny (z parkingiem wychodziło jakieś 100 PHP). Na plaży były urocze trzcinowe budki, a ludzie łoili rum, aż miło. Plaża miejska prezentowała się inaczej niż plaże w części turystycznej. Woda była głębsza, a klimacik zabawniejszy.

Motorami można dojechać prawie wszędzie (Filipiny są stworzone do podróżowania motorem), warto zwiedzić tyle plaż, ile się da. My byliśmy na kilku różnych, wyspę Panglao zwiedziliśmy prawie całą, właśnie na motorach. By dostać się do jednej plaży, na której nie było żywego ducha przechodziliśmy nawet przez płoty. Ale warto było!

panglao-linaw-beach-filipiny--motorem-przez-raj linaw-beach-filipiny--motorem-przez-raj coconut-filipiny--motorem-przez-raj

panglao-linaw-beach-filipiny--motorem-przez-raj panglao-beach-filipiny--motorem-przez-raj panglao-beach-2-filipiny--motorem-przez-raj bohol-beach-club-filipiny--motorem-przez-raj boats-panglao-alona-beach-filipiny--motorem-przez-rajbohol-interior-filipiny--motorem-przez-raj bananas-filipiny--motorem-przez-raj

Na jednej z plaż z obskurnym hotelem była również restauracja, nie zważając na zdrowy rozsądek postanowiliśmy się tam posilić: zjedliśmy kraba (150 PHP, czyli jakieś 15 zł), niesamowitego kraba. Plaża obok była dość słaba, a w hotelu chyba nie było żywego ducha. Postanowiliśmy zaszaleć i poprosić panią o sok z kokosa. Świeżość to podstawa, dlatego zwalili nam kokosa z drzewa, maczetą obłupali i podali. Pycha!! (50 PHP). Świetne miejsce, które swoje lata świetności miało już za sobą, ale czy to ważne?

crabs-doljo-beach-panglao-filipiny--motorem-przez-raj

Jednym z bardziej turystycznych miejsc na wyspie Bohol jest rzeka Loboc, na której był kręcony film „Czas apokalipsy”. Niby rzeka jak rzeka, ale warto się na nią wybrać dzięki zorganizowanej wycieczce. Po rzece można przepłynąć się statkiem. Nie tam jakaś tratwa! Statek startuje tu (mapka pokazuje wycinek wyspy Bohol z rzeką Loboc):mapka-zjazd-po-linie-i-prom-filipiny--motorem-przez-raj

Koszt tej imprezy jest dość duży (450 PHP, czyli około 45/43 zł), ale w cenie jest jedzenie, sporo jedzenia. Wchodzi się na statek, który jest zastawiony jedzeniem (całkiem przyzwoitym), a do tego dają muzykę na żywo!

By płynięcie po rzece nie było za nudne, co kawałek przystawaliśmy na przystaniach, na których stały dzieci gotowe do występu dla wycieczkowiczów. Dzieciaki tańczyły i śpiewały robiąc duże wrażenie na obecnych i zbierając datki.

loboc-river-cruise-filipiny--motorem-przez-raj loboc-river-cruise-2-filipiny--motorem-przez-raj

Płynąc statkiem mogliśmy obserwować nabrzeżne życie – dzieciaki, które kąpały się w rzece, skacząc do niej na linach, kobiety, które robiły w rzece pranie. Można było zobaczyć opuszczone ośrodki turystyczne i przyrodę.

loboc-river-filipiny--motorem-przez-raj loboc-river-views-filipiny--motorem-przez-raj

Sama rzeka też zrobiła na nas ogromne wrażenie, ma w sobie dramaturgię i spokój jednocześnie. Sama atrakcja jak najbardziej na plus, co ciekawe raczej skierowana do Filipińczyków, ponieważ prócz nas była tam jedna biała para.

Nad rzeką wysoko nad przepaścią znajduje się też zjazd na linie. Całkowicie zabezpieczony, leci się w pozycji na brzuchu i wygląda to całkiem bezpiecznie. Trzeba tam dojechać (oczywiście motorem), a znajduje się tu [mapka wyżej]. Niesamowicie to wygląda i pewnie robi piorunujące wrażenie podczas zjazdu. Pewnie, bo my, dwa cykory z lękiem wysokości zrezygnowaliśmy, a byliśmy już przy samej linie. Teraz żałuję, prawie jak pierwszej miłości (w wieku 7 lat rudy wydawał się całkiem przystojny).

bohol-loboc-river-filipiny--motorem-przez-raj

Filipińczycy są katolikami. Jeśli będziesz miał potrzebę pomodlenia się, to jest gdzie. O dziwo, nie widziałam żadnego księdza, ale kościołów jest od pioruna. Warto do kilku zajrzeć, szczególnie do tych starych, które swoje widziały. My zajrzeliśmy (i polecamy) kościół St Augustine Church, przy którym stoi Panglao Watchtower, która została zbudowana w 1851, posiada 5 pięter i jest to najwyższy tego typu obiekt na Filipinach. Niestety wieża ucierpiała w wyniku trzęsienia ziemi w 2013. W momencie, gdy my byliśmy na miejscu, była akurat w remoncie.

poblacion-filipiny--motorem-przez-raj panglao-church-filipiny--motorem-przez-raj

panglao-tower-filipiny--motorem-przez-raj

Niestety nie tylko Panglao Watchtower ucierpiała podczas trzęsienia, jest jeszcze sporo „pomników” tego wydarzenia.

loboc-filipiny--motorem-przez-raj

Jeśli plaże Cię znudzą i będzie Cię ciągnęło do morza, to spokojnie znajdziesz jakieś zajęcie. Na miejscu jest wielu naciągaczy, którzy chętnie zorganizują Ci czas. I tu powtarzamy wszyscy głośno, by się utrwaliło: ceny negocjujemy. My za całodniową wycieczkę zapłaciliśmy po 500 PHP od osoby.
By wziąć udział w takim wyjeździe trzeba wcześnie wstać – my wypływaliśmy o 6 rano, rum z poprzedniego dnia jeszcze szumiał w głowie. Wsiedliśmy na łódkę i ruszyliśmy na polowanie na delfiny (z aparatem oczywiście). Na tej wycieczce znów byliśmy jedynymi białymi. Ale takich łódek jak nasza było wiele, pływaliśmy jak sępy i wypatrywaliśmy skaczących delfinów. Jak jakaś grupa pojawiła się nad wodą, to cieszyliśmy się, jakby układały kostkę Rubika w locie.

Po delfinach (oj wynudziły mnie) pojawiliśmy się na wyspie, nie jakiejś zwykłej, na wyspie naciągaczy. Naciągnęli nas na obiad (za prawie 50 zł!!) i próbowali wcisnąć perły. Swoje trzeba było przetrwać, by móc ponurkować. I tutaj kilka porad:
• By naprawdę nurkować (z butlą, na głębokości) trzeba umieć nurkować i pływać.
• By naprawdę nurkować trzeba mieć certyfikat PADI (choć jakbyś się dogadał, to ci ludzie za pieniądze pewnie na Twoją prośbę, by Cię do basenu z rekinami wrzucili).
• By zobaczyć rafę i pokarmić rybki, nie trzeba spełniać powyższych warunków. Wszyscy przy rafie nurkują w kapokach, w plastikowym obuwiu, okularkach i rurkach. No dobra, nie nurkują, a dryfują po powierzchni z paczką ciastek w ręce. Wygląda to jak po katastrofie morskiej. Woda przy rafie jest płytka – ma jakieś 2 metry, wszystko widać, a rybki ciągną do ciastek jak szalone.
UWAGA: jeśli zamierzasz nurkować, to weź ze sobą swoje okularki, rurkę do nurkowania i buty. Lepiej nie wypożyczać od nich – nie dbają o czystość dziury w ziemi, która robi za kibel, nawet nie chcę myśleć jak nie dbają o czystość sprzętu.

Po nurkowaniu zostaliśmy zabrani na wyspę, której nie ma. Jest to wyspa, która jest po prostu usypanym na wodzie piaskiem. W czasie przypływu wyspy nie ma, a w czasie odpływu jest. Jest tam też z 30 baranów, którzy zechcą Ci sprzedać perły, talizmany i napój z kokosa. A co jest najgorsze? Nie mieli zimnego piwa….takie niedopatrzenie.

panglao-cruise-filipiny--motorem-przez-raj panglao-reef-filipiny--motorem-przez-raj panglao-reef-panaorama-filipiny--motorem-przez-raj

Porady Filipiny:

• Filipiny są tanie, obiad w standardowym miejscu kosztuje od 15 zł w górę. Piwo jakieś 3,5 zł, 0,5 litra rumu w sklepie 7 zł.
• Pamiętaj, że Filipiny mają 2 pory roku: suchą i deszczową. W miarę możliwości jedź w suchą, jest mniej komarów, mniejsza wilgotność powietrza (wysoka wilgotność przy +31 naprawdę wykańcza).
• Gdy wysiadasz ze środka transportu (np. z promu) i chcesz gdzieś jechać dalej (taksówką), to rozejrzyj się, a nie jak ten ostatni baran wsiądziesz do najdroższej taksówki – im dalej od promu, tym taniej.
• To, że nie spotkasz przez kilka dni żadnych Polaków, nie upoważnia Cię do obgadywania głośno innych (my tak robiliśmy, aż w końcu spotkaliśmy polską parę).
• Ludzie tu mówią po angielsku (jest to ich język urzędowy), większość z nich lepiej od Ciebie.
• Negocjuj, negocjuj i jeszcze raz negocjuj.
• Panglao jest bardzo fajnym miejscem do plażowania i jeżdżenia motorkiem – wszystko jest dosyć blisko siebie. Jeśli szukasz klifów wówczas lepszym miejscem jest np. wyspa Palawan.
• Wyspa Bohol jest dosyć duża zatem i odległości do pokonania są duże. Dojechanie motorem z plaży Alona Beach nad rzekę Lobec czy do małpek Tarsier zajmuje ok 1h w jedną stronę.