Kolejnym Azjatyckim gigantem, który jest warty zobaczenia, to Singapur. Oj tak, niesamowite miejsce, które jest owiane wieloma legendami (nie wszystkie są prawdziwe).


A dlaczego taki tytuł? Ponieważ potraktowaliśmy to miejsce po macoszemu. Daliśmy miastu 16 godzin (wliczając w to noc). Wybroniło się. Kilka godzin zwiedzania jakimś kosmicznym tempem, widzieliśmy niewiele, ale… jeszcze tam wrócimy.

img2409-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

To może zacznijmy od najważniejszego stereotypu: czystości. Faktycznie, Singapur jest czysty, ale bez przesady, nie wylałbyś na chodnik zupy, a następnie łyżką zjadł bezpośrednio z ziemi. Trafiają się i papierki i gumy. O niesamowitej czystości Singapuru mogą pisać mieszkańcy Europy zachodniej, których kulturę wzbogacili o rzucanie wszystkiego pod siebie imigranci, my niewiele odstajemy od azjatyckiej normy.
Zatrzymaliśmy się w hotelu Fragrance Hotel (http://www.fragrancehotel.com/hotel/details/name/fragrance-hotel-emerald/id/120/n/1/type/online). Wszyscy znawcy odradzają dzielnicę, na której znajduje się ten hotel: że niby niebezpiecznie, czy coś (jest tam bezpieczniej nawet niż w Polsce). Hotel był bardzo poprawny, pokój czysty, nieduży, ale dobrze wyglądający. Ceny pokoju to około 75 SGD (około 220 zł/doba). Co najważniejsze: mieliśmy całkiem dobre połączenia komunikacyjne do wszystkich najważniejszych miejsc, które zdołaliśmy zobaczyć.
By dostać się z lotniska do hotelu najlepiej iść na taksówkę, może nawet zdecydowalibyśmy się na autobus, ale była 2 w nocy, a my byliśmy już od 13 h w podróży. Do taksówek na lotnisku była nieziemska kolejka. Wodzirej pilnował porządku i usprawniał rozdysponowywanie ludźmi. Jednak to nie było takie proste, jakby mogło się wydawać. W kolejce spędziliśmy około godziny.
Ogólnie z taksówkami może być problem nawet w centrum. W Singapurze często pada. W jednym momencie świeci słońce, a za chwilę jest prawdziwe urwanie chmury. Gdy pada naprawdę ciężko z taksówkami.
Ale komunikacja miejska jest niezawodna, piękne i czyste stacje metra robią wrażenie. Właśnie nią najlepiej poruszać się po mieście, szczególnie w stronę centrum. Co fajne: metro czasem jedzie po powierzchni, więc można oglądać miasto w czasie podróży. Punktem na mapie, który trzeba zaliczyć jest to

mapka-singapur-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

Chyba najsłynniejszy budynek Singapuru, to Marina Bay, niezwykły jest jego kształt, bo nie jest oszałamiająco wysoki: 340 metrów, (co prawda Pałac kultury w Warszawie ma 237 m, więc jest o 100 metrów niższy, ale patrzymy na budynki w skali świata). Jest to oczywiście hotel z 2 561 pokojami. Bez problemu można wejść do środka: jest specjalna ścieżka przejścia przez niego. W środku na mnie nie zrobił oszałamiającego wrażenia: ot hotel. Krzysztofowi podobał się bardzo, więc uznajmy, że jest remis. Jednak jest coś, co nam się obojgu podobało: dach. Na dachu jest jakby wyspa: pełno palm i wielki basen z oszałamiającym widokiem… tak myślę, bo oczywiście nie ma tam wstępu dla zwykłych śmiertelników, a jedynie gości hotelu. Nocleg w tym wyjątkowym miejscu kosztuje około 1500 zł. Może następnym razem 🙂

img2437-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie img2449-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie img2421-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie img2420-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

Samo otoczenie hotelu też jest wyjątkowe. Z jednej strony jest zatoczka i piękny widok na szklane miasto. Patrząc po ilości żurawi, można tylko się domyślać jak szybko miasto się rozbudowuje.

img2454-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

Z drugiej strony hotelu znajduje się bajeczny ogród (Gardens by the bay). Wejście do niego jest darmowe. A widoki niezapomniane. Azjaci potrafią projektować ogrody pełne wody i roślinności. A co jest przykuwające uwagę to wielkie sztuczne drzewa. Są one porośnięte z zewnątrz prawdziwą roślinnością i dają nieziemski efekt. Między częścią z nich są zbudowane kładki. Oczywiście wstęp na górę jest już płatny, ale cena nie zwala z nóg (koszt to 5 SGD, czyli około 14 zł). Na końcu ogrodu znajduje się też kwiatowa szklarnia, niestety cena (28 SGD) sprawiła, że podziękowaliśmy.

img2444-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie img2427-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie img2426-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie img2422-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

Trzeba też opisać najsmutniejszą część wyjazdu, czyli powrót do domu. Do Polski wróciliśmy linią Emirates z przesiadką w Dubaju. Wylot z Terminala 1, na którym obsługiwane są loty Emirates. Przed lotem mieliśmy możliwość obejrzenia lotniska, które regularnie zbiera nagrody dla jednego z najlepszych portów lotniczych na świecie.

20150425203510-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

Terminal 1 jest przyjemny, niemniej jednak nie zrobił na nas jakiegoś oszałamiającego wrażania. Pewnie jest to spowodowanej jego konstrukcją – niskie sufity i wykładzina na podłodze (jest to leciwe lotnisko, wiec można mu to wybaczyć). Atrakcyjność lotniska podnoszą różne instalacje, np. kropli podczepionych pod liny, które falując tworzą ciekawą kompozycję.

Po przejściu kontroli paszportowej i bezpieczeństwa poszliśmy do saloniku SATS Premier Club Longue, (kto bogatemu zabroni, albo posiadaczowi karty Dinners Club). Salonik jest poprawny –do wyboru przekąski zimne i ciepłe ( tutaj wybór jest ograniczony) oraz napoje w tym alkohole. W saloniku dostępny jest również prysznic. Kierunek Singapur – Dubaj jest mocno oblegany, my mieliśmy prawie komplet. Do Dubaju polecieliśmy dwupokładowym Airbusem A 380 – niestety układ siedzeń to 3-4-3 co powoduje, że pary zawsze będą miały obok towarzysza: ktoś zawsze będzie z niesmakiem patrzył ile butelek wina wypijesz podczas lotu.

20150425204559-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie 20150426010520-jak-by-w-singapurze-i-nie-by-jednoczenie

Samolot jest niezwykle cichy w porównaniu do innych maszyn. Serwis na pokładzie jest bogaty – dostaliśmy dwa posiłki. Ponarzekać trzeba na obsługę, która nie ogarnia tematu – musieliśmy np. czekać ponad godzinę, aby zabrano nam tacki. Po wylądowaniu w Dubaju od razu skierowaliśmy się do saloniku Marhaba Lounge. Mieliśmy prawie 6h na przesiadkę na lot do Polski, dlatego chcieliśmy się przespać. Salonik nie oferuje miejsc do spania, ale na fotelach tam dostępnych jest to wygodniejsze niż w na standardowych siedzenia. W nocy jest tam prawdziwe oblężenie – ledwo dopadliśmy jakieś wolne fotele. Salonik ten, chodź niewielki, oferuje całkiem dużo jedzenia (również na ciepło) oraz alkoholu. Nie ma co ukrywać przeczekanie na swój lot w saloniku jest zdecydowanie wygodniejsze niż w strefie odlotów. Pamiętaj, że na lotnisku w Dubaju jest przeraźliwie zimno! Przed 7.00 byliśmy już koło naszego getu gdzie za chwilę miał się zacząć boarding na nasz lot do Polski. Tym razem trafiliśmy na Boeinga 777-300ER, (który obecnie regularnie lata na tej trasie). Zarezerwowane z tyłu samolotu 2 miejsca pozwoliły przyjemnie przeżyć lot. Obłożenie było prawie 100% – przynajmniej w klasie ekonomicznej.

Reasumując Singapur to fajne lotnisko podobnie jak Dubaj, niemniej jednak ten drugi robi większe wrażenie ze względu na ogromne przestrzenie. Na obu lotniskach jest bardzo zimno. Jeśli możesz sobie pozwolić, to wizyta w saloniku jest dobrym rozwiązaniem szczególnie przy długich przesiadkach.

Porady:
• Ceny biletów metra zależą od stacji, na której wysiadasz. Na szczęście automaty, to pulpity, gdzie się po prostu zaznacza skąd do kąd się jedzie i tyle – dziecko sobie poradzi.
• Jeden dzień to z całą pewnością za mało,
• Jedzenie jest stosunkowo tanie – jedliśmy w szemranym, metalowym, obskurnym barze i… nie struliśmy się!!
• Taniego hotelu najlepiej szukać w okolicy Geyland.