Kostaryka – w polowaniu na leniwce.

wpis w: Relacja | 2

Kostaryka – wyjeżdżając do tego kraju wiedzieliśmy mnie-więcej czego się spodziewać. Pojechaliśmy tam przede wszystkim dla przyrody, która jest niezwykle bogata. Marzyło nam się bieganie po dżungli (może nie z maczetą i przepaską z liści w pasie) i zobaczenie tego, czego nie można zobaczyć w żadnym miejscu Europy. Piękne plaże z palmami kokosowymi są super, ale tym razem chcieliśmy czegoś zupełnie innego. Czy to znaleźliśmy? Tak, jednak to, co nas zaskoczyło to „kultura” tego kraju.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Kostaryka jest pod tym względem miejscem wyjątkowo nieegzotycznym… . Mocno zepsuta przez stada Amerykanów i Europejczyków, którym znudziło się normalne życie, postanowili ukulać dredy (lub czas je ukulał) i łowić ryby za pomocą kija i sznurka. Pałętają się po plaży w jedynej koszulce, którą posiadają (dzięki modzie na dziurawe rzeczy, nawet się specjalnie nie wyróżniają w tłumie) i dorabiają sobie ucząc ludzi surfować. Każdy żyje jak lubi, jednak czy to nie jest cofnięcie w ewolucji, gdy człowiek z cywilizacji ucieka do dżungli, robi sobie szałas i biega półnagi po plaży? Jak tak próbuję sobie przypomnieć, to chyba spotkałam tam więcej białych niż rdzennych mieszkańców…jednak natura, która tam czeka jest warta fatygi.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Kostaryka – raj na końcu świata

By dostać się z Panamy do Kostaryki, trzeba naprawdę poświęcić wiele czasu. Można wybrać się na dwa sposoby – bezpośrednim autobusem – skromne 11 h w autobusie (uwaga, autobusy są ciasne, a klimatyzacja działa na cały regulator, więc trzeba wziąć ciepłe rzeczy) lub w bardziej wymyślny sposób. Oczywiście woleliśmy pokombinować, zwiedzić coś dodatkowego i wyspać się jak ludzie. Moją opowieść o tym jak dojechać do Puerto Viejo (Kostaryka) zakończyła się na Bocas del Toro, więc nie będę jej powtarzać. Z Bocas popłynęliśmy łódką do portu…. , dopiero z łódki widać było syf i biedę. Ci ludzie nie mają pojęcia, że to co wyrzucają do wody przy swoim domu, wpływa też na nich… .

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Kostaryka – jak się dostać z Bocas del Toro

W porcie Almirante złapaliśmy taksówkę, która kosztowała jakieś 30$ (nie dajcie się nabrać na busy za 15$ od osoby – prywatne taxi kosztuje tylko 30 $ w tą i z powrotem!!! Oszustów naciągających na busy po 10-15$ od osoby jest pełno) i zawiozła nas na granicę, którą trzeba pokonać pieszo. Bez daniny się nie obejdzie – trzeba tam oczywiście zapłacić za przekroczenie granicy. Wygląda to dość zabawnie – należy się ustawić w sporej kolejce w okienku, pokazać wszystkie dokumenty (paszporty, bilety lotnicze), jednak nie ma żadnej bramki – przechodzi się przez rozwalony most między samochodami, raczej nikt by Cię nie zatrzymał, by Cię skontrolować. Jednak podróżnikom zależy na pieczątkach w paszporcie, więc grzecznie stali w kolejce.

Kostaryka jest już za mostem. Brawo! Zaraz za rzeką jest wioska Sixaola, z której można złapać autobus, który zabierze Cię do Puerto Viejo. By dostać się do przystanku należy zaraz za mostem (schodząc ze skarpy) skręcić w prawo, idąc dalej (ok 50m) na 100% znajdziesz plac, z którego odjeżdżają autobusy. Pamiętaj nie idź główną drogą z granicy ani drogą równoległą gdyż dworzec jest tuż koło granicy! Zawsze można się zapytać tubylców, którzy tłumnie siedzą na gankach, jednak trzeba to zrobić po hiszpańsku. Jak ci starsi panowie śmią nie mówić po angielsku!!!

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Jeśli liczysz na klimatyzowany autobus, to się bardzo zawiedziesz. Autobus będzie stary, śmierdzący i gorący. Wyobraź sobie 35 stopni, a Ty jedziesz tą puszką pełną ludzi. Na szczęście wsiądziesz na pierwszym przystanku, więc raczej będziesz siedzieć. Dodatkowo autobus jedzie całe wieki, zatrzymuje się wszędzie – w polu, na przystankach, wystarczy tylko pociągnąć za sznurek, który wisi po obu stronach autobusu przy suficie – to taki ich „Stop”, jak działa nie wiem – nie pytałam się. Postarzałam się tam o dobre kilka lat, jednak czego się nie robi, by zobaczyć te piękne dzikie plaże. Do Puerto Viejo dojechaliśmy po około 2h i to jest realny czas jazdy.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Kostaryka – Kraj, który leży w Europie?

Puerto Viejo nie ma w sobie nic z egzotyki – pełno białych, pełno turystów. Płaci się amerykańskimi dolarami. Widać, że większość ludzi, którzy tam mieszkają, wyrwali się z normalnego życia w pogoni za rajem, którego… raczej nie znaleźli. Dlaczego?

Opowiem na przykładzie naszych pierwszych gospodarzy. Na pierwsze 2 noce zatrzymaliśmy się w hotelu (Casa Moabi), który znajdował się w dżungli – był dalej od miasta, a do plaży trzeba było iść z 7 minut! Ale dżungla robi kolosalne wrażenie. Wokoło pająki wielkości ręki, wszędzie biegają jaszczurki, krzyczą wyjce a w środku ładny i nieduży hotel…. Jego niewątpliwą zaletą (prócz położenia) jest wspólna przestrzeń – tylko zadaszony bardzo duży „salon” z wieloma hamakami, fotelami, z dużym stołem jadalnym i dużą, okrągłą kuchnią na samym środku (do użytku gości). Sam pokój nie wygląda już tak kolorowo, klimatyzacji brak – na szczęście są moskitiery w oknach, więc można wietrzyć, a to ważne, bo w pokojach śmierdzi dość intensywnie. Gospodarze również dają wiele do życzenia – młoda Francuzka, młody Norweg (tak – na końcu świata, w biednym kraju obsługiwali nas Europejczycy!!!!). Oboje byli bardzo sztucznie mili – to ten „lepszy sort” ludzi. „Polaki-biedaki przyjechały? Co oni wiedzą o życiu? Nie chcą jeść mięsa?” (był z nami jeden wegetarianin), szkoda słów. Jedynymi sympatycznymi mieszkańcami z obsługi była meksykańska sprzątaczka i pies. Mieli wielkiego czarnego psa, który ciągle gdzieś tam leżał i ewidentnie się męczył. Na cholerę im pies? Ano z tego samego powodu, dla którego nie można tam zostawiać na wierzchu jedzenia – z powodu dzikich zwierząt.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Siedzimy po środku dżungli, tam się praktycznie wszystko rusza. Najbardziej przerażające były wyjce – małpy tłumnie zamieszkujące lasy – potrafiły całą noc przeraźliwie wyć, jakieś 50 metrów od hotelu. Brzmią co najmniej jak godżilla, ale nie zagrażają mieszkańcom.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Okolice Puerto Viejo

Wokoło tego miejsca jest sporo sklepów, więc nie ma problemu z zakupami, jednak wszystko wychodzi bardzo drogo – nawet jeśli sami sobie będziecie gotować – co też jest fajne – ciekawe warzywa, owoce, piwo 🙂 jednorazowe zakupy to jakieś 200 zł. Wizyta w lokalu to też koło tego – jednak biorąc tańsze dania, no i bez zapasu alkoholu na cały wieczór. Oczywiście w sklepach za kasami siedzą biali. W naszym ulubionym (no dobra, po prostu najbliższym) sklepie siedział stary Brytyjczyk. Przychodziliśmy rano – był, wieczorem – był, w niedzielę – był. Kurczę, jeśli o taki raj mu chodziło, to jak musi być w tej GB, że uciekł?!

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Żeby nie siedzieć przez cały czas w jednym hotelu (byliśmy tam 5 nocy – nie jestem przyzwyczajona, by tak długo siedzieć w jednym miejscu, powyżej 3 dni zaczynam przestawiać meble), po 2 nocach przenieśliśmy się bliżej miasta. Nasi nowi gospodarze Caribe Town to przemili francuzi (oczywiście, że Europejczycy). Mieliśmy swój domek z malutkim gankiem i dwoma hamakami, dostęp do kuchni i basenu. Kuchnia nie była tak zjawiskowa, jak w poprzednim miejscu, ale można było jeść w basenie 😉 w cenie były również fantastyczne śniadania serwowane przez gospodarzy. Z ciekawostek można wspomnieć, że podobno ten przybytek budował Polak i nawet na półce z książkami znaleźliśmy jedną po polsku.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Na rowerze

Azja stoi motorkami, w Kostaryce wszyscy jeżdżą na rowerach – starych, rozklekotanych, ale przemieszcza się zdecydowanie szybciej niż pieszo. Oczywiście mi trafił się największy grat, który na każdej nierówności gubił łańcuch. Oj nie podobało mi się jeżdżenie na rowerze: z poparzonymi dłońmi i twarzą, ze spadającym łańcuchem, w upale…. Jednak wolę zanieczyszczać powietrze jeżdżąc motorkiem.

Na rybach z rekinem

No dobra. Jesteś w raju, co można tam robić? Oczywiście można robić nic – leżeć na plaży i patrzeć jak małe ptaszki biegają po piasku. I my również od tego zaczęliśmy, postanowiliśmy pozwiedzać plaże i zobaczyć, czy ta ich dzikość nas zachwyci. Plaże były piękne – naturalne i puste. Jak musi się czuć człowiek, który na rajskiej plaży jest zupełnie sam? Bosko. Jedyne czego brakowało, to infrastruktura. Aż chce się wypić piwko z widokiem na fale, a tu nie ma gdzie.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

W samym mieście bary jakby się obraziły na morze – wszystkie są odwrócone od plaży. Poza miastem jest jeszcze gorzej, bo nie ma co liczyć na jakiś bar nawet z widokiem na szambo. Na Filipinach wszystko było na plaży – wieczorami siedziało się w restauracji ze stopami zamoczonymi w morzu, jadło krabika i popijało piwkiem. Duży minus tego miejsca. Niestety jeśli lubisz nurkować, to też się zawiedziesz – rafy praktycznie nie ma, a prądy sprawiają, że jest tam wyjątkowo niebezpiecznie.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Jednak plaże w Kostaryce mają swój urok. Każda jest inna, sporo tam terenów, gdzie piasek był czarny na smołe, na mieliźnie rdzewiały wraki statków, Jeśli podniecają Cię tylko białe plaże z palmami, to też się nie zawiedziesz – wszystko tam jest. Na jednej z plaż (zdecydowanie bardziej obleganej) mężczyzna stał sobie po kostki w wodzie i karmił rekina (takiego 1,2 m) rybą – no ja do tej wody nie weszłam 😊 U nas karmi się wiewiórki, a ja i tak tego nie robię, bo boję się, że któraś mnie ugryzie, a co dopiero pływanie nawet z niedużym rekinem…

Idąc spory kawałek plażą na prawo od miasta można się wspiąć na klif i podziwiać morze i plaże z góry – widok piękny i da się wejść w japonkach 😊

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwcekostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Po leniwca

Niedaleko miasta (prawa strona od miasta) płynie sobie nieduża rzeka przez dżunglę i wpada do morza. Oj jak bardzo warto się wybrać kajakami po rzece, sama przyjemność nie jest zbyt droga, a jest to świetne miejsce by podziwiać, nie tylko roślinność, ale zwierzęta – aż roiło się tam od ptaków i żółwi. Dodatkowo rzeka jest bardzo spokojna – nie potrzeba żadnych zdolności, by móc wypłynąć – to był mój pierwszy raz w kajaku, a od razu mianowałam się kapitanem tej łajby.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwcekostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Skoro mowa o zwierzętach – moim głównym celem pobytu w Kostaryce było przytulenie leniwca. Nie pytaj dlaczego – tak po prostu było 😊 mieliśmy wiele okazji, by zobaczyć leniwce – na drzewach przy drogach, w parku itp. ale co to za frajda zobaczyć w oddali jakąś kupę futra… naprawdę dojrzeć leniwca udało nam się dopiero właśnie na kajakach – już wracaliśmy, gdy mieliśmy szczęście zobaczyć dużego osobnika, który zszedł tuż nad linię wody (zapewne, by zrobić kupę). Jaki był uśmiechnięty, jaki cudowny, mogłabym wziąć takiego do domu staliśmy i gapiliśmy się na niego długo – raczej nie był zachwycony, że przeszkadzamy w toalecie, jednak zwierzę z natury leniwe nawet się nie odwróciło. Dodatkowo kobieta, która wynajmowała kajaki pokazała nam również młode leniwce siedzące na drzewach.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Parkiem po kupy

Spragnieni widoku natury wyruszyliśmy również do parku Cahuita National Park. Do którego trzeba było jechać 30 minut autobusem (bez klimatyzacji). Park był… co najmniej słaby – ilość ludzi psuła kontemplowanie natury. Dodatkowo nie za bardzo było co kontemplować – poza kapucynkami, które tłumnie szalały po gałęziach i rzekach mrówek, to nic specjalnego nie widzieliśmy – już lepsza natura była wokoło naszego pierwszego hotelu. Oczywiście można było zatrudnić specjalistę, który pokazywał zafascynowanym turystom kupy egzotycznych stworzeń i kropki w konarach drzew, które (podobno) były leniwcami, jednak nie korzystaliśmy z tej „niepowtarzalnej okazji”. Powrót z parku też wspominam traumatycznie, oczekiwania na autobus w upale i zablokowane Candy crusch… to bardzo złe połączenie.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Dodatkowo można jeszcze w dżungli pozjeżdżać na linie, z czego my nie skorzystaliśmy. Taka nasza tradycja – nie zjechaliśmy na filipinach, w Kostaryce, w następnym raju, też nie zjedziemy 😊

Kostaryka przyjęła nas po iście europejsku, jak sobie teraz o tym myślę, to jest tam większy procent Europejczyków, niż w co niektórych krajach Europy. Przyroda najpiękniejsza jaką widziałam – w końcu w Kostaryce występuję 4% wszystkich znanych gatunków – stawia to Kostarykę na szczycie krajów pod względem różnorodności biologicznej. Paradoksalnie jest to kraj wyjątkowo ubogi kulturowo, wręcz bez kultury. Czy warto? Pewnie.

 kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Kostaryka porady:

W tym kraju jest tak zwyczajnie, że nie mam nic do przekazania – wystarczy Ci znajomość angielskiego, dolary w portfelu i krem z filtrem 50.

kostaryka--w-polowaniu-na-leniwce

Jak bardzo polecamy to miejsce (w skali od 1 do 10): 7

Kiedy jechać: najlepiej w porze suchej między styczniem a kwietniem.

  • Adrianna Jarczyk

    Czy dobrze widzę – oceniliście cały kraj na podstawie Puerto Viejo? Jeśli tak to naprawdę słabo.
    Wasza strona nazywa się ‚no all inclusive’ a parę razy w tekście narzekacie na brak klimatyzacji. Przejechałam całą Amerykę Środkową busami i po kosztach. Może 2-3 razy trafiła się klima w busie przez kilka miesięcy podróży. Owszem, można było zapłacić 3 razy drożej i jechać busem, który ja nazywam ‚gringo busem’ ponieważ są to prywatni przewoźnicy którzy przewożą europejskich i amerykańskich turystów/backpackersów z miejsca na miejsce, bo wiadomo Ci chcą mieć komfort podróży i klimę.
    Cahuita Park wspominam bardzo pozytywnie, tym bardziej, że są do niego dwa wejścia i jedno jest darmowe (płaci się wolontaryjnie). Kostaryka jest bardzo drogim krajem i wejście do parku narodowego to koszt min. $15, a Park Corcovado to jest min. $70 bo właśnie ten park ma największą na świecie bioróżnorodność. Park jest drogi i wymaga wynajęcia przewodnika. Będąc w parku Cahuita zobaczyliśmy więcej niż się spodziewaliśmy i hitem był młody leniwiec pół metra nad naszymi głowami. Uważam więc, że pójście do tego parku było jedną z najwartościowszych rzeczy jaką można zrobić na Kostaryce.
    Również ciężko wypowiedzieć się na temat kultury Kostaryki na podstawie Puerto Viejo, gdzie sami zaznaczyliście, że było mnóstwo Europejczyków i Amerykanów. Na wschodnim wybrzeżu Kostaryki obecna jest kultura afrykańska, tzw. Garifuna. Mieszkańcy są czarni – są potomkami niewolników z Afryki. Reszta Kostaryki jest inna. Kostaryka to przede wszystkim ‚pura vida’, o którym nie wspomnieliście ani raz.
    Podsumowując – nie należy oceniać całego kraju po wizycie w jednym miejscu, które tak naprawdę mało ma wspólnego z resztą kraju.

    Pozdrawiam,
    Ada

    • Żanetta

      Cześć Adrianna,

      Na wstępie chciałam wytłumaczyć co znaczy nazwa naszego blogu: no all inclusive ma nawiązywać do oderwania się od zorganizowanych wycieczek z biurem podróży (all inclusive), gdzie się siedzi z opaską na ręku nad basenem i pije najtańszą whisky. Nigdzie nie pisałam, że chcemy zrezygnować z wygód – cenię sobie higienę i raczej nie zdecydowałabym się na 3 dni bez prysznica – z szacunku dla siebie i współobecnych 😉

      Co do Twojego zastrzeżenia odnośnie powierzchownego podejścia do tego kraju… trudno się z Tobą nie zgodzić. Tylko nigdzie nie pisałam, że jestem profesorem-znawcą Kostaryki. Mój blog jest subiektywny i zastrzegam sobie prawo do tego, by taki był. Jest mnóstwo obiektywnych materiałów na temat tego kraju np. przewodniki 🙂 Ja relacjonuję co widziałam oraz emocję jakie mi towarzyszyły.

      Co do parku Cahuita, pamiętam oba wejścia, to darmowe również. O wiele więcej jednak ciekawej natury widziałam poza parkiem: żółwie, leniwce, wyjce itp.

      Cieszę się, że miałaś okazję przejechać całą Amerykę środkową, to musiało być niezłe przeżycie.Jeśli będę miała czas i możliwości może też się zdecyduję na tak dogłębne poznanie tego fragmentu świata – na razie mam jednak inne kierunki na celowniku.

      cudownych podróży życzę!!!