Rumunia: Sighisoara i Viscri – w poszukiwaniu Drakuli.

wpis w: Relacja | 0

Do Rumunii chciałam pojechać od zawsze. Wydawało mi się, że tam musi być pięknie i wyjątkowo, co tam Majorka, co tam Tajlandia. To Rumunia mnie wybrała. Nigdzie na świecie nie chciałam tak bardzo pojechać jak właśnie tam. Ten wpis będzie inny od pozostałych, nie tylko dlatego, że Rumunia to spełnienie moich marzeń. Zdarza nam się, że zabieramy na nasze wyprawy kogoś z rodziny, nie pokazujemy Ci tego, bo Cię to najzwyczajniej w świecie nie obchodzi. W tym przypadku nie mogę nie-opowiedzieć o naszym towarzystwie, bo będą oni jednym z głównych wątków tej historii i wszystkich innych historii z tego kraju, bo wspólnie go razem przejechaliśmy. Czy było łatwo? Łączone wyjazdy nigdy nie są łatwe.

sighisoara1-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Czy znasz ludzi, którzy nigdy nie byli za granicą? Ale to nigdy, przenigdy? Dlatego, bo nie ma z kim zostawić złotej rybki, bo syn boi się latać, bo czekają aż płyty tektoniczne bardziej się zbliżą i Kuba będzie 2 godziny samolotem z Warszawy. Każdy ich zna. Moi rodzice są przykładem takich osób. Całe życie za czymś gnali i nigdy nie było czasu, chęci i motywacji. Chcieliśmy ich zabrać kiedyś do Rzymu (wszak kultowe miasto), to usłyszałam, że „my aż tak wierzący nie jesteśmy, by się do stolicy apostolskiej wybierać”. Jak się zdziwiłam, gdy powiedzieli mi, że chcą się dołączyć do naszego wyjazdu do Rumunii.

sighisoara12-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Należy jeszcze zaznaczyć – dla jasności, że moi rodzice nie mówią po angielsku. W ich czasach edukacji uczyło się rosyjskiego, a ludzie (z wiadomych względów) wcale się nie chcieli tego uczyć :-). Tak więc jedziemy za granicę z ludźmi, którzy nie znają żadnego języka i nie mają doświadczenia za granicą. I choć mieliśmy z tego powodu niezły ubaw, to nie piszę o tym, byś się śmiał (nie tylko z tego powodu), ale dlatego by pokazać, że nie ma absolutnie żadnych wymówek, by podróżować: ani wiek, ani braki językowe, ani wewnętrzny opór nie jest wystarczającą wymówką. Jedyną wystarczającą wymówką jest: „bo nie chce, chcę siedzieć w domu i jeździć na mazury”. Szanuję takich ludzi (ktoś musi te domki na mazurach wynajmować) pod warunkiem, że dalej nie mówią czegoś w stylu: „bo tam „za granico” to beznadziejnie” lub „ło… za granico, to lepiej niż u nas, w kraju cwaniaków i złodziei”, skąd człowieku możesz to wiedzieć, skoro nosa ze swojego podwórka nie wychyliłeś?!

sighisoara4-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Tyle przydługiego wstępu. Jedziemy do Rumunii. Z tym krajem kojarzą mi się dwie postacie: Vlad Palownik – czyli słynny pierwowzór Draculi oraz Ceausescu – który był równie wielkim potworem. Obie te postaci odcisnęły ogromny ślad na swoim kraju i przez cały wyjazd będą się przewijać.

Do Rumunii pojechaliśmy samochodem. Nie była to łatwa wyprawa, jednak loty z Polski do Rumunii są bardzo drogie. Dodatkowo w tym kraju nie jesteś w stanie zwiedzać bez samochodu, więc nie mieliśmy wyjścia i… w sumie nie chcieliśmy innego środka transportu.

Sighisoara

Pierwszym przystankiem na naszej drodze było miasto Sighisoara. Jest to miasto w którym przyszedł na świat jeden z bohaterów naszego wyjazdu – Vlad Palownik, od czegosz innego mogliśmy zatem zacząć. Sighisoara ma niezwykle bogatą historię, powstała gdzieś około 1191 roku. Jej największym minusem jest to, że założyli ją Niemcy, ale nie ma miejsc idealnych :-).

Tak jak wiele miast średniowiecznych, tak i Sighisoara ma strategiczne położenie – leży na wysokiej górze, z której łatwo się było bronić przed najeźdźcami. Samo stare miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wygląda bajecznie z tymi pochylonymi lecz pięknie odmalowanymi kamieniczkami.

sighisoara5-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

My zatrzymaliśmy się w hotelu Casa Legenda, co ciekawe, gdy rozliczałam się z gospodarzem (trzeba to zrobić na początku), to zaczął liczyć eins, zwei, drei… tak, był to Niemiec, sporo ich tu, nawet w Rumunii nie uchronisz się przed tym językiem, chyba powinnam się zapisać na jakiś kurs, bym wiedziała kiedy się witają i pytają o drogę, a kiedy mówią, że będą strzelać… .

sighisoarahotel-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakulisighisoara9-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Nie ważne jednak jakiej narodowości jest gospodarz – ważne jaki gościnny. Ma do zaoferowania raptem kilka uroczych pokoików i kuchnię w piwnicy do wspólnego użytku, a tam dla każdego bimber. Gościnność jak w kiedyś Polsce.

Samo miasteczko Sighisoara (starą część) można przejść w kilkanaście minut. Jest tam kilka ważnych zabytków, które należy zobaczyć i choć na chwilkę rzucić na nie oko: wieża zegarowa z 1556 roku, kilka wież obronnych i kościołów. No i oczywiście na rynku znajduje się dom, w którym na świat przyszedł Vlad Palownik, teraz jest tam urocza restauracja, w której nie zjesz dobrze – niestety jak wszędzie w Rumunii.

sighisoara2-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Wieża zegarowa faktycznie robi wrażenie, co tam nasze nowe budynki, jak prawie pięćset lat temu ludzie zakasali rękawy i zbudowali 64 metrową wieżę praktycznie gołymi rękami. My teraz cieszymy się jak nam fachowcy prostą ścieżkę rowerową położą za 100 tys. zł.

sighisoara8-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Sighisoara gościła nas przez jeden dzień, gdybyśmy siedzieli tam dłużej, pewnie byśmy się wynudzili. Jednym z ciekawych i ważnych miejsc jest katedra pod wezwaniem św. Mikołaja, która znajduje się na górze góry. Wchodzi się tam drewnianymi i zadaszonymi schodami. Śmierdzi dramatycznie, ale klimacik zacny, schody powstały w około 1662 roku. Niestety nie udało nam się wejść do kościoła, bo był akurat zamknięty. Widoki jednak wynagrodził nam drogę, wszystkim, poza moim tatą, który już miał dosyć w połowie.

sighisoara3-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Co ciekawe już tu moi rodzice mieli okazję wykazać się samodzielnością. Chcieli iść na lody, a ja, zapominając, że jesteśmy za granicą, powiedziałam do nich: to idźcie. Poszli i kupili. Znajomość angielskiego pani sprzedającej była zapewne równa ich znajomości: czyli żadna. I dogadali się, na migi, na palce: można.

Co w Sighisoara jest takie wyjątkowe? Klimat, chodząc po uliczkach, patrząc na urocze knajpki i kolorowe budynki czułam się jak we włoskim miasteczku, tylko kilka sypiących się grobów przypominało, że to ta „mroczna” Transylwania. No i jeszcze ten kościół. Wyobraź sobie to: idziesz po odpicowanym miasteczku, nagle widzisz kościół: witraże troszkę pobite, ściany krzywe od starości, tynk odpada, a ze środka słychać grę na organach, ale jaką grę: aż ciarki przechodzą po plecach. Trzeba się wbić do kościoła!!! Uwielbiam kościoły, uwielbiam organy. Niestety drzwi wejściowe zamknięte na głucho. I tu przydaje się nie-znajomość języka tubylców. Zakrystia otwarta? To wchodzimy, nikt nam nic nie powie, a nawet jeśli, to nie zrozumiemy. W środku kościół wygląda równie dramatycznie jak z zewnątrz, organy pasują idealnie, czuję Transylwanię. Tu byłabym gotowa przyjść nawet na mszę.

sighisoara7-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli sighisoara6-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakulisighisoara-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakulisighisoara10-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli sighisoara11-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Jeśli myślisz, że tak wyjątkowe miejsce jak Sighisoara przyciąga tłumy turystów, to się mylisz, grubo się mylisz. Zwiedzanie przebiegało raczej kameralnie, sklepiki z pamiątkami nie wyglądają jak wybuch kontenera z Chin, wszystko tak jakby z większym smakiem.

Jak bardzo polecamy to miejsce (w skali od 1 do 10): 9

Kiedy jechać: cały rok

Viscri

Jeśli zapytasz mnie, co podobało mi się najbardziej z Rumunii to bez zastanowienia powiem: Viscri. Jest to wioska na końcu świata. Prowadzi do niej polna droga i wcale nie jest łatwo się tam dostać. Kolejne miejsce, które jest na liście UNESCO. Założyli je (i tu niespodzianka), nie Niemcy. Choć w XII wieku założyli tu osadę, to przed pojawieniem się ich w tej okolicy już był i kościółek i ludzie.

viscri8-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

By dojechać do głównej (i jedynej) atrakcji Viscri trzeba pokonać kilometry przez wioski z tak małymi domkami jak nasze szopy na narzędzia (jest w odległości około 42 km od Sighisoara. Rumuni siedzą spokojnie na ławeczkach, wypasają owce. Ewidentnie się nigdzie nie spieszą. Samo Viscri też tak wygląda – bez asfaltów, chodników, z jedną budą, która robi za sklep… Podobno mieszkańcy nie zgadzają się, by położyć tam asfalt, bo boją się zasypu turystów.

viscri7-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli viscri6-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Wejście do kościoła warownego (czyli tej słynnej atrakcji Viscri) jest płatne i kosztuje jakieś symboliczne 8 zł. W środku jest muzeum – można zobaczyć folklor w najlepszym wydaniu – narzędzia, ubrania, meble i wiele innych. Wszędzie mogliśmy wejść, nie ważne w jakim stanie są schody (ważniaki z UE pewnie by się za głowę złapali). Mi najbardziej podobała się kapliczka: ociekała starością, okrutnie starą chrzcielnicą, ławkami i malowidłami. Czuć było średniowieczny klimat.

viscri5-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

viscri-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli viscri4-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli viscri3-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli viscri2-rumunia-sighisoara-i-viscri--w-poszukiwaniu-drakuli

Wyjątkowe miejsce, niewiele turystów, zero pamiątek – prawdziwy autentyk. Nigdzie w Europie nie widziałam takiego miejsca.

Jak bardzo polecamy to miejsce (w skali od 1 do 10): 10

Kiedy jechać: cały rok

Porady Sighisoara:

  • Do Rumunii wybierz się samochodem lub wynajmij samochód na miejscu – to jedyny sensowny środek transportu.
  • Koniecznie weź ze sobą jakiś słownik Rumuński, swoją wyuczoną angielszczyzną raczej nie zabłyśniesz: niewiele osób zna choć podstawy angielskiego.
  • Jeśli masz ograniczony budżet, to pod górą w Sighisoara jest sklep (w sklepach jest bardzo tanio).
  • Parkingi w mieście są płatne od poniedziałku do piątku.
  • Na rynku dosyć drogie są restauracje ale tania okazuje się pizzeria.